Pokazywanie postów oznaczonych etykietą surrealizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą surrealizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2013

Wspaniała układanka

 „Smak życia 3, czyli chińska układanka” w reżyserii Cédrica Klapischa to genialna opowieść utrzymana w konwencji puzzli. Czego w jej nie ma! Małżeństwo w celu uzyskania obywatelstwa czy sztuczne zapłodnienie są tylko niektórymi z tematów poruszonych w filmie.

/Fot. Materiały prasowe
Trzecia część „Smaku życia” jest znacznie lepsza od drugiej, a nawet przewyższa nieco pierwszą, stanowiąc tym samym świetną kontynuację komediowej serii. Klapisch osadził akcję swojego najnowszego filmu w wielokulturowym Nowym Jorku ze szczególnym zaakcentowaniem kultury chińskiej. W poprzednich częściach pokazywał problemy dwudziestolatków (studentów) i trzydziestolatków. Teraz przyszła kolej na pokolenie czterdziestolatków.

Powracają bohaterowie znani z poprzednich części: Xavier – główna postać (Romain Duris), Martine (Audrey Tautou), Isabelle (Cécile De France), Wendy (Kelly Reilly). Wszyscy, z wyjątkiem homoseksualnej przyjaciółki Xaviera, która jest równie szalona jak kilkanaście lat wcześniej, przeszli przemianę. Najbardziej rzuca się w oczy zmiana, jaka nastąpiła w zachowaniu głównego bohatera. Stał się bardziej odpowiedzialny i poważniejszy, ale uciekanie w świat marzeń go nie opuściło. Dojrzał jako mężczyzna i jako pisarz. Kiedy jego żona przeprowadza się razem z dziećmi do amerykańskiej metropolii, jedzie za nimi, aby być blisko swoich pociech. Jego pojmowanie miłości oraz system wartości uległy znacznej modyfikacji, przede wszystkim z powodu ojcostwa. Życie czterdziestoletniego mężczyzny i jego znajomych jest jednak tak samo pogmatwane jak dawniej.

W filmie pojawiają się również nowe osobistości odgrywające ważne role w życiu Xaviera. Wszystkie postacie składają się na wielobarwną mozaikę prezentującą różne typy charakterów. Widz z uśmiechem na twarzy ogląda tę ciekawą galerię indywiduów. Efekt jest jeszcze lepszy dzięki aktorom, z których każdy wykazał się bardzo dobra grą, a zwłaszcza Romain Duris i Cécile De France.

Narracja jest prowadzona z punktu widzenia Xaviera – pisarza, który tworzy dzieło opisując własną historię, ale samemu nie wiedząc dokąd go to zaprowadzi. Film jest powstającą książką, która wciąga bez reszty. Życie jej autora do nudnych nie należy, dlatego też jego opowieść jest tak pasjonująca. Trzecia część „Smaku życia” doskonale odzwierciedla znaną prawdę, że każdy człowiek nosi w sobie książkę, szczególnie ktoś taki jak Xavier, który jest obdarzony bujną wyobraźnią i życiem bogatym w doświadczenia. Pisanie jest dla niego swoistą autoterapią pozwalającą mu zrozumieć samego siebie.

Film Klapischa łączy w sobie dramat, romans i komedię, jakimi po części jest każde ludzkie życie. Reżyser w idealnych proporcjach miesza te gatunki serwując widzowi smakowitą potrawę, która zapewnia więcej śmiechu niż łez. Doprawia ją delikatną nutą surrealizmu, z jakim wielokrotnie mamy do czynienia w francuskich produkcjach. Poważne tematy obecne w dziele filmowym są podane z lekkością i humorem. Wszystko to sprawia, że ten niezwykły obraz ogląda się z przyjemnością.

W „Smaku Życia 3, czyli chińskiej układance” znajduje się wiele zabawnych sytuacji, mających związek między innymi z cudzoziemcami, monologiem wewnętrznym głównego bohatera (który przykładowo, zastanawiając się nad własnym życiem, wyobraża sobie rozmowę z filozofami oraz zdradą w miłości. Powtarza się historia z pierwszej części, tyle że w odniesieniu do innej postaci, która przechodzi kryzys wieku średniego. Nie zdradzając o kogo chodzi mogę jedynie zapewnić, że widza czeka duża porcja śmiechu.

Przywołani w filmie myśliciele doskonale korespondują ze stanem wewnętrznym Xaviera i jego obecną sytuacją. Egzystencja jawi mu się jako skomplikowana i ponura. Nieprzypadkowo pokój bohatera jest pomalowany na niebieski kolor wyrażający smutek, i początkowo straszy pustką (ubogim umeblowaniem), która podkreśla samotność.

Życie przedstawia się Xavierowi jako chińskie puzzle, czyli bardzo pogmatwane. Czy jednak faktycznie jest tak trudne, jak mu się wydaje? Czy pisarz w końcu odnajdzie szczęście w miłości i jego historia skończy się happy endem? Życie jest jak książka, układanka czy haft… Skąd haft? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w filmie, który jest, najprościej mówiąc, wspaniały.

Ocena: 4,5/5

Artykuł został opublikowany w portalu http://hatak.pl/ (http://hatak.pl/artykuly/wspaniala-ukladanka).

czwartek, 1 sierpnia 2013

Szczęście pryska niczym bańka mydlana – recenzja „Dziewczyny z lilią”. Złap film, zanim Ci ucieknie!

Kto jeszcze nie oglądał francuskiej produkcji fantasy z Audrey Tautou („Amelia”) i Romainem Durisem („Heartbreaker. Licencja na uwodzenie”) w rolach głównych, niech czym prędzej pędzi do kina!

/ Fot. Plakat filmu
Najnowszy film Michela Gondry’ego, reżysera surrealistycznych opowieści o miłości, nie jest lekką jak pianka komedią romantyczną. Twórca „Zakochanego bez pamięci” i „Jak we śnie” ponownie przenosi nas w niezwykły, zadziwiający swym bogactwem świat. Nie są to już zakamarki ludzkiej pamięci ani senne marzenie, lecz surrealistyczna bajka, która wraz z rozwojem akcji zamienia się w koszmar. „Dziewczyna z lilią” nie jest kinem łatwym i przyjemnym, to znaczy służącym najzwyklejszej rozrywce, ale stanowi doskonałą, niczym  smakołyki przyrządzane przez filmowego kucharza – Nicolasa (Omar Sy), ucztę intelektualną. Reżyser raczy nas słodko – gorzką historią miłości Colina (Romain Duris) i Chloé (Audrey Tautou).

Na początku zostaje nam zaserwowana zabawa, subtelny dowcip oraz surrealistyczne zjawiska i rekwizyty rodem z animacji, od nadmiaru których można dostać zawrotu głowy. Czego tu nie ma! Dzwonek do drzwi przypominający karalucha, samo poruszające się buty i warczące niczym pies, kucharz, który pomagając w gotowaniu, podaje produkty z lodówki lub nagle pojawia się w piekarniku, dom wyglądający jak pociągowy wagon, kuchenka, na której odtwarza się płyty, miniaturowy człowiek przebrany za mysz, pianino serwujące drinki (pianobar).

Z ekranu emanuje radość i beztroska. Colin ma wszystko, czego zapragnie. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko miłości. Kiedy słyszy o miłosnych podbojach przyjaciół, jak mały chłopiec stwierdza, że on też chce się zakochać. Na przyjęciu u przyjaciółki poznaje Chloé, którą bardzo szybko zaczyna darzyć uczuciem. Ich miłość kwitnie, aż zdarza się nieszczęście – Chloé zapada na dziwną chorobę. Wszystkiemu winna jest lilia, która zaczyna się rozwijać w jej płucu. Ich szczęście pęka niczym bańka mydlana. Colin kończy z zabawami i wszystkie pieniądze przeznacza na leczenie ukochanej kobiety.

W drugiej części filmu, mimo że ciągle mamy do czynienia z surrealizmem, to jednak pozbawiony jest on wcześniejszych beztroskich żartów. To wszystko dlatego, że blednie świat głównego bohatera. Okazuje się, że „pianobar nie będzie grał wiecznie”. Bajka zamienia się w szarą i okrutną rzeczywistość (warty zaznaczenia jest fakt, że „Dziewczyna z lilią” jest nakręcona na podstawie noweli „Piana złudzeń” autorstwa Borisa Viana, a pianobar może być symbolem złudnego, krótkotrwałego szczęścia). Kontrast między scenami sprzed choroby ukochanej Colina i po tym jak jej siły zaczynają słabnąć, jest uderzający. Na początku oglądamy świat mieniący się kolorami tęczy i rozbrzmiewający piosenką o wiecznej miłości (muzyka w tym filmie pełni ważną rolę), a później mamy przed oczami czarno – białe kadry, zaś wspomniany utwór, który nuci Chloé zostaje przerwany napadami kaszlu. Wcześniejsza duża ilość światła ustępuje natomiast miejsca ciemności. Bohaterowie są poważni i pogrążeni w smutku, a dom zakochanych znajduje się w opłakanym stanie. Możemy zaobserwować wyjątkową zgodność między fabułą a warstwą obrazową filmu oraz światem wewnętrznym Colina i otaczającą go zewnętrzną „rzeczywistością”.

Gondry testuje nie tylko wyobraźnię widza, ale także jego znajomość filozofii, a dokładniej mówiąc – egzystencjalizmu (pojawiają się nawiązania do Sarte’a i Heideggera). Porusza wiele istotnych kwestii, takich jak: przyjaźń, problem uzależnienia (przyjaciel Colina – Chick, w tej roli Gad Elmaleh, zdobywając książki pewnego francuskiego pisarza, który tak naprawdę to nie Jean – Sol Partre, ale Jean-Paul Sartre, zachowuje się jak narkoman „na głodzie”), pieniądz rządzący światem, dojrzewanie, a przede wszystkim miłość (wiążę się ona ze wspomnianą dojrzałością), czyniąc to w mocno niekonwencjonalny sposób. Wszystkie te zagadnienia zostały bowiem ubrane w formę a’la Gondry.

Choć dzieło francuskiego reżysera jest trudne zarówno pod względem tematyki, jak i przebogatej warstwy wizualnej, to jednak (lub właśnie dlatego) można czerpać prawdziwą przyjemność z oglądania tej nierzeczywistej opowieści o miłości (jeżeli lubi się szaleństwo obrazowe serwowane przez surrealistów). Uważne przyjrzenie się jej połączone z pogłębioną refleksją może nam dostarczyć wiele niezapomnianych wrażeń i cennych przemyśleń. Historia jest naprawdę ujmująca, porusza serce zachwycając przy tym niezwykłym koktajlem, tak niesamowitym, jak drinki wytwarzane przez magiczne pianino.

Ocena: 4,5/5