Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tilda Swinton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tilda Swinton. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

Świeżość w postapokaliptycznej podróży

Specjalista od niekonwencjonalnego kina, Joon-ho Bong, po realizacji nietuzinkowych kryminałów („Zagadka zbrodni” oraz „Matka”) oraz oryginalnego horroru (The Host: Potwór) stworzył artystyczny film sience fiction, który wniósł ogromny powiew świeżości do tego gatunku. „Snowpiercer: Arka przyszłości” zabierze Was w mroczną, alegoryczną, estetyczną i w dużej mierze turpistyczną – gdyż obfitującą w okrutne, brzydkie i krwawe widoki – podróż pociągiem po kolejnej epoce lodowcowej.

/Fot. Materiały promocyjne
Rok 2031. Ludzkość poniosła klęskę w walce z globalnym ociepleniem, doprowadzając do zlodowacenia całej planety. Jedynymi, którzy ocaleli, są pasażerowie stworzonego przez Wilforda (Ed Harris) Snowpiercera – pociągu, który od siedemnastu lat w szalonym tempie porusza się dookoła Ziemi, nie zatrzymując się ani na chwilę. Panuje w nim bezwzględny podział klasowy (doskonale oddany przez kostiumy, scenografię i światło). Za lokomotywą żyje pławiąca się w luksusach elita, a terroryzowani i traktowani jak zwierzęta mieszkańcy ostatnich wagonów skazani są na nędzną egzystencję. Światełko nadziei przynosi im zbuntowany Curtis (bohater o złożonej psychice, którego bardzo dobrze zagrał znany głównie z „Kapitana Ameryki” Chris Evans), towarzysz niedoli, który, stając na czele rewolucji, usiłuje przedrzeć się na sam początek pociągu i przejąć kontrolę nad lokomotywą. Ten, kto ją posiada, sprawuje władzę nad całym światem, skurczonym teraz do rozmiarów szynowego pojazdu. By osiągnąć zamierzony cel, Curtis werbuje do swojego oddziału między innymi Namgoonga Minsu – uzależnionego od dragów geniusza technologii (Kang-ho Song) i jego córkę Yonę – jasnowidzkę (Ah-sung Ko).

„Snowpiercera” można uznać za obiecujący anglojęzyczny debiut koreańskiego reżysera. Film, nakręcony na podstawie francuskiego komiksu "Le Transperceneige" Jacquesa Loba, jest niezwykle specyficzny (w pozytywnym znaczeniu), zdecydowanie wyróżniając się na tle większości produkcji tego gatunku, które stawiają przeważnie na widowiskowość i nie grzeszą nowatorstwem (przychodzi mi tu na myśl „Elizjum” – również traktujące o podziałach społecznych). Joon-ho Bong w swoim dramacie SF prezentuje intrygującą tematykę, poddaje ostrej refleksji ludzką jednostkę, piętnując jej instynkty i prowadzące do zguby zachowania. Zaskakuje bogatą w symbolikę scenografią oraz całą formą audiowizualną, w której efekty specjalne pełnią drugorzędną rolę. Niektórym osobom może ten fakt się nie spodobać, zwłaszcza jeżeli szukają w kinie przede wszystkim zwykłej rozrywki. W konsekwencji nie przypadnie im do gustu nietypowe podejście azjatyckiego twórcy do gatunku.

Dzieło Joon-ho Bonga wymaga od widza uwagi i głębszego namysłu, gdyż wiele sensów tej metaforycznej opowieści nie jest widocznych na pierwszy rzut oka. Docieranie do ukrytych znaczeń, między innymi za pomocą biblijnych (mających związek nie tylko z Arką Noego) oraz kulturowych symboli, stanowi świetną zabawę intelektualną. Najbardziej zafascynowało mnie naznaczenie krwią ust jasnowidzki przez umierającego wroga. Gest ten akurat kojarzy się jednoznacznie, ale jest sporo elementów (rekwizytów czy postaci) trudniejszych do rozszyfrowania. Z okazji zbliżającej się Wielkanocy warto wspomnieć o jajku, ponieważ ów symbol pojawia się w interesującym kontekście. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale powiem, że jest to jedna z lepszych scen w filmie.

Jeśli oczekujemy zawrotnej akcji, to „Snowpiercer” wyda się nam nudny. Jego fabuła dosyć prędko się rozkręca, jednakże później dynamika produkcji znacząco spada, kontrastując z wciąż tą samą, olbrzymią prędkością szynowego pojazdu. Akcja nie jest bowiem dla Joon-ho Bonga priorytetem. Koreańczyk pragnie, abyśmy uważnie przyjrzeli się po kolei wszystkim przedziałom i w tym celu zazwyczaj leniwie prowadzi kamerę. Ze wszystkimi detalami prezentuje odrębne mikroświaty, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. Każdy z nich skrywa inną tajemnicę. Nie wiemy, kiedy bohaterowie będą znowu zmuszeni stanąć do bitwy w klaustrofobicznej przestrzeni. Za oręż służą im przeważnie ostre i masywne narzędzia. Sceny walk są bardzo o drastyczne i skąpane we krwi, a przy tym zrealizowane z wielką fantazją, polotem i ciekawie dobranymi dźwiękami. Mamy zarówno energetyczne, rockowe brzmienia, które dodają potrzebnego w takich sytuacjach „powera”, jak i muzykę klasyczną, sprawiającą, że straszna rzeźnia zmienia się w filharmonię, w której rozpłatywanie czaszek staje się jakąś makabryczną sztuką. Widz co chwilę przekonuje się o szalonej wyobraźni artysty, któremu nie brakuje pomysłów na następne ujęcia. Reżyser niejednokrotnie posługuje się w nich groteską, tworząc takich bohaterów jak Mason (kapitalna Tilda Swinton), siejąca propagandę nauczycielka (Alison Pill), czy geniusz-narkoman, który wprowadza najwięcej humoru do brutalnej rzeczywistości.

Bez wątpienia wadą filmu jest nie do końca dopracowany, posiadający parę absurdalnych rozwiązań scenariusz, co nie zmienia jednak faktu, że „Snowpiercer: Arka przyszłości” stanowi wartą zobaczenia odmianę SF. Jazdę po wstrząsającej przyszłości polecam nie tylko fanom tego gatunku, gdyż zapewnia ona solidną dawkę refleksji oraz estetycznych i mocnych przeżyć.

Ocena: 3,5/5

Artykuł został opublikowany w portalu http://hatak.pl/ (http://hatak.pl/artykuly/swiezosc-w-postapokaliptycznej-podrozy).

czwartek, 12 grudnia 2013

Jaki jest sens (wiecznego) życia?

 „Tylko kochankowie przeżyją” to mroczne love story, a zarazem wampiryczny dramat egzystencjalny. Film w reżyserii Jima Jarmusha opowiada o miłości pary wampirów i ich zmaganiom z bólem (wiecznego) istnienia.

/Fot. Materiały prasowe
Tytułowymi kochankami są Adam (Tom Hiddleston) i Eve (Tilda Swinton). Zbieżność imion małżeństwa wampirów oraz biblijnej pary pierwszych ludzi nie wydaje się przypadkowa. Można porównać bohaterów filmu do Adama i Ewy wygnanych z raju. Ich życie również jest naznaczone cierpieniem, z tą różnicą, że nigdy się nie skończy (śmiercią naturalną). Eve jakoś sobie radzi ze świadomością wiecznej egzystencji, w przeciwieństwie do męża, który popada w depresję. Adam jest rozczarowany cywilizacją zombie (jak określa ludzi). Jego zdaniem ludzkość jest godna pożałowania. Jego ból łagodzi miłość do Evy oraz uwielbienie muzyki, jednakże  depresja wampira się pogłębia. Z pomocą przychodzi mu kochająca żona.

Akcja filmu została osadzona w Detroit – wyludnionym i przygnębiającym amerykańskim mieście przemysłowym . Ponura, ziejąca pustką sceneria współgra z nastrojami wampirów. Przestrzeń wydaje się tak samo martwa jak ich bezcelowe życie. Obraz „Tylko kochankowie przeżyją” jest narracją prowadzoną z perspektywy dwojga głównych bohaterów. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się nocą z racji tego, że Adam i Eve nie mogą chodzić w blasku dnia. Zostaje odwrócony ludzki porządek rzeczy. Przy pobudce nocnych istot kilkakrotnie padają słowa Wstawaj – już ciemno (lub Jest noc), a nie jak w przypadku ludzi, którzy wzajemnie się budząc używają argumentu: Obudź się – już jasno (lub Mamy dzień).

Pełna niepokoju, ciężka, mroczna i hipnotyczna ścieżka dźwiękowa opowiada o stanie wewnętrznym postaci. Odnosi się to zarówno do muzyki niediegetycznej (skierowanej tylko do widza), jak i diegetycznej (mającej swoje źródło w świecie filmu i słyszalnej przez bohaterów). Utwory Adama lepiej niż słowa wyrażają to, co czuje jego wampirze serce. Muzyka pozwala oderwać się od smutnej rzeczywistości, a jednocześnie uzależnia. Eve i jej siostra, Ava (Mia Wasikowska), słuchając jej zachowują się jak w transie, który jeszcze wzmaga konsumpcja krwi. Ciekawy jest sposób podania tego posiłku, a także reakcja po jego spożyciu. Ruch kamery odgrywa tu niemałą rolę.

Zabieg reżysera polegający na pokazaniu świata oczami wampira jest naprawdę interesujący. Nie tylko przestrzeń filmu, ale również rytm jest zsubiektywizowany. Kiedy Eve i Adam przemierzają ulice, obraz wygląda jak puszczony w zwolnionym tempie, co jest wyrazem odczuwanego przez nich ciężaru wieczności, w której czas płynie bardzo wolno. Wygląda jakby akcja filmu w ogóle nie posuwała się do przodu. Fakt ten stanowi informację o tym, że kochankowie nie posiadają żadnego celu, do którego mogliby zmierzać. Chodzi jedynie o to, żeby jakoś przeżyć. Ich nieskończona egzystencja wydaje się (jak głosili przedstawiciele filozofii egzystencjalnej) pozbawioną sensu udręką. Nie jest to jednak do końca prawda. Wielowiekowe uczucie, jakim się darzą stanowi treść ich istnienia i jedyną nadzieję bohaterów. Miłość, która nigdy się nie kończy jest pragnieniem i sensem zarówno ludzkiego, jak i wampirycznego życia.

Postacią, która najbardziej przykuwa uwagę jest seksowny wampir o smutnym obliczu – Adam , w którego idealnie wcielił się Tom Hiddleston. Ubrany zawsze na czarno, romantyczny i wycofany gwiazdor rocka jest Szekspirowskim Hamletem. Podobnie jak on rozważa kwestię być albo nie być . W filmie występuje nie tylko odwołanie do bohatera dramatu Szekspira, ale także do Fausta. Obecne są również nawiązania do znanych osobistości ze świata nauki.

Gęstą atmosferę dzieła filmowego rozładowują momentami śmieszne dialogi, które wprowadzają nieco humoru do tej ponurej historii. Bawi na przykład sytuacja, w jakiej Eve odwołuje się do średniowiecza i inkwizycji. Obraz Jarmusha może się widzowi trochę dłużyć, ale wynika to z koncepcji reżysera mającej związek ze wspomnianym odczuwaniem czasu. Zakończenie filmu wynagradza jednak ów fakt. Warto było na nie czekać.

Produkcja „Tylko kochankowie przeżyją” jest trudnym dramatem egzystencjalnym, z pewnością godnym polecenia. To specyficzna wampiryczna historia miłosna, która znacznie różni się od filmów z wampirami w roli głównej, jakie do tej pory oglądaliśmy w kinie.

Ocena: 4,5

 Artykuł został opublikowany w portalu http://hatak.pl/ (http://hatak.pl/artykuly/jaki-jest-sens-wiecznego-zycia).