niedziela, 26 stycznia 2014

DO ZOBACZENIA: Słabe filmy komercyjne oraz kino ambitne

Weekend upłynie pod znakiem kiepskich filmów z domieszką horroru nastawionych na hollywoodzki biznes („Paranormal Activity: Naznaczeni” i „Ja, Frankenstein”) oraz interesujących dramatów dających widzom do myślenia. Najlepiej oceniane ambitne premiery tego tygodnia to „Ratując Pana Banksa” i „Sierpień w hrabstwie Osage”, nieco gorzej wypadają „Za tych, co na morzu” oraz „Hannah Arendt”.

/Fot. Materiały prasowe
Niezwykle ciekawe kino prezentuje najnowszy obraz Johna Lee Hancocka. Na temat dramatu biograficznego „Ratując Pana Banksa” większość recenzentów wypowiada się pochlebnie. Chwalą jego emocjonalny wpływ na widzów i zarazem lekki ton, w jakim film został utrzymany. Pomysł na ukazanie trudnych relacji Walta Disneya i P.L. Travers okazał się trafiony i dobrze zrealizowany. Czytamy, że jest to produkcja zabawna i przyjemna w odbiorze, a także wzbudzająca pewną nostalgię (dużą rolę odgrywa tu muzyka). Słodycz i magia Disneya łączą się z prawdziwym życiem. Krytycy różnią się jednak w opiniach dotyczących zastosowanych w filmie serii retrospekcji. Jedni mówią, że w ten sposób dobrze odmalowano portret postaci P.L. Travers, drudzy wskazują na zbyt proste uzasadnienie psychologiczne jej późniejszej postawy. Zdaniem niektórych krytyków błędem jest  większe skupienie się na wewnętrznej walce bohaterki z przeszłością niż na jej różnicach z  Waltem, co byłoby bardziej interesujące. Na plus wielu recenzentów zalicza znakomitą grę aktorską Toma Hanksa, Emmy Thomson, a także Colina Farrella.


/Fot. Materiały prasowe
Wspaniałą obsadę posiada też „Sierpień w hrabstwie Osage” w reżyserii Johna Wellsa. Krytycy zachwycają się grą Meryl Streep, a  większość jest też zdania, że wszyscy aktorzy są godni pochwały, choć często zdarzają się negatywne oceny gry Benedicta Cumberbatcha. Do zalet filmu zaliczają się również ogniste, zabawne dialogi i piękne, klimatyczne zdjęcia. Czytamy, że jest to mądre i zabawne kino, świetny gorzki dramat i czarna komedia w jednym. Wiele jest jednak opinii wskazujących na to, że źle wyszło reżyserowi przeniesienie sztuki teatralnej na ekran, gdyż nie dostosował on tempa obrazu. Z tego powodu „Sierpień w hrabstwie Osage” przy swoim długim czasie trwania (130 min.) wydaje się momentami znacząco zwalniać, co nie wpływa korzystnie na jego odbiór.


/Fot. Materiały prasowe
 Niemal wszyscy recenzenci uznają fabularny debiut szkockiego reżysera Paula Wrighta za udany i dobrze wróżący na przyszłość. Nie jest idealny, ale odważny i obiecujący. Narracja dramatu „Za tych, co na morzu” jest metaforyczna i głęboka. Wielu krytykom podoba się jej realizm magiczny. Wadę tego niskobudżetowego filmu stanowi monotonia i powtarzalność prezentowanych zdarzeń.







/Fot. Materiały prasowe
Biografia „Hannah Arendt” wyreżyserowana przez Margarethe von Trotta jest najmniej przychylnie ocenianą ambitną produkcją tego tygodnia. Najbardziej przyczynia się do tego powierzchowność, z jaką potraktowano tak wybitną i płodną twórczo myślicielkę. Charakter wielkiej filozofki nie został przez Barbarę Sukową należycie oddany. Poza tym wielu krytyków  jest zdania, że to obraz nudnawy i monotonny. Trzeba jednak przyznać, że jest to inteligentne kino dostarczające wielu przemyśleń.






/Fot. Materiały prasowe
„Paranormal Activity: Naznaczeni” zebrało właściwie same negatywne recenzje. Czytamy, że prawie niczym nie różni się od poprzednich części. To nic nowego i dla większości recenzentów jest mało strasznie. Mamy konwencjonalną fabułę, powtórzenie wątków z wcześniejszych odsłon, a ponadto bałagan narracji. Jest to typowe kino nastawione na hollywoodzki biznes. 








/Fot. Materiały prasowe
 Tak samo zapowiada się „Ja, Frankenstein”. Fabuła tego dziwacznego widowiska, w którym potwór stworzony przez doktora Frankensteina walczy z ciemnymi aniołami, wygląda na naprawdę idiotyczną i wtórną. Pomyłką jest nie tylko osadzenie postaci w takich niestworzonych okolicznościach, ale również sam tytuł - Frankenstein to przecież doktor, a nie jego stwór. Efekty specjalne nie są gwarancją sukcesu. Produkcja utrzymana jest w stylu popularnej serii „Underworld”. Światowe embargo na recenzje aż do dnia premiery nie zwiastuje dobrego filmu.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz